O mnie

Jestem Kasia – bardziej zwykłego imienia mieć nie można. Zawsze miałam kilka koleżanek w klasie o tym samym imieniu, ale mnie – dziewczynkę z dużą ilością piegów na twarzy, warkoczami po pachy, aparatem pod pachą, biegającą za kotami, pomylić z nikim się nie dało. Teraz, po tym jak już bardzo dawno skończyłam szkołę, piegi mi wypłowiały, warkocze są trochę krótsze, ale aparat pod pachą został, a i za kotami uganiam się ciągle – może nawet bardziej niż kiedyś.

Jestem absolwentką ASP w Poznaniu, gdzie skończyłam fotografię. Pracuję robiąc zdjęcia lifestylowe i jedzenia, a po pracy pasjonuje się mruczącymi, puchatymi stworzeniami – kotami. Działam w jednej z Poznańskich fundacji pomagających bezdomnym zwierzakom, ale staram się nie odmawiać pomocy nikomu, współpracując z wieloma organizacjami i osobami prywatnymi.

 

Moja przygoda z pomocą zaczęła się od znalezienia dwóch kotów na śmietniku, które przygarnęłam do siebie, żeby znaleźć im dom. Z jednym to się udało, natomiast drugi u mnie został. Niestety nasze wspólne życie skończyło się po roku, kiedy to Mlaszczak umarł z niewiadomych przyczyn. Zawsze uważałam że w życiu wszystko dzieje się po coś, dlatego szukając wytłumaczenia na to straszne dla mnie wydarzenie, natknęłam się na zdjęcie dwóch małych kulek – Pixi i Dixi. Nie chciałam mieć już więcej kotów, ale czułam że te dwa stwory należą do mnie i tak już musi być, więc…adoptowałam je. Dixi został przy swoim imieniu, ale Pixi stała się naszą małą Miciulką. Razem przeszliśmy wiele – załatwianie się poza kuwetą, okropny strach Dixiego przed człowiekiem i wielogodzinne oswajanie, koci katar w wersji mega zaawansowanej, umierającą Miciulę która ważyła wtedy 600 gram… oj duże tego było. Później widząc jak te dwie kulki odżywają a w ich oczach powoli ginie strach a pojawia się ogromna radość, postanowiłam pomagać innym. Zaczęłam od tego co potrafię najbardziej, czyli od zdjęć. Później zaczęłam oddawać koty do adopcji, próbowałam rozwiązywać problemy jakie napotkały po wprowadzeniu się do nowego domu, zaczęłam powoli otrzymywać miliony emaili i smsy z zapytaniami i prośbą o pomoc. Pytania te się powielały, a mi powoli nie starczało czasu na życie więc wpadłam na pomysł pisania bloga, gdzie jednorazowo odpowiem na najczęstsze pytania, które każdy mi zadaje i tym samym może odzyskam trochę życia. I tak oto jestem – może nie jestem kolejnym Kafką, a moje zdania bardzo często są długie jak u Márqueza, ale staram się jak mogę. Nie jestem też JESZCZE zwierzęcym behawiorystą, ani weterynarzem, ale zetknęłam się z tymi tematami w praktyce nie raz i chętnie podzielę się tym z Wami. Zdaję sobie sprawę, że problemów behawioralnych zwierząt nie da się wpakować do ram, a każdy przypadek należy zbadać osobno, ale może ktoś dzięki przeczytaniu któregoś z moich tekstów wydedukuje sam na czym może polegać problem i poprawi życie swoje i swojego kota. Każde uratowane zwierze utwierdza mnie w przekonaniu, że warto próbować i starać się, bo kto lepiej okaże nam swoją wdzięczność niż koty?!
Na swoim liczniku adopcyjnym, mam odnotowane już ponad 250 szczęśliwych mordek, a liczba ciągle rośnie. Z każdym kolejnym mam ochotę na coraz więcej.
Od niedawna jestem też mamą Olka. ten temat pochłania mnie coraz bardziej i coraz bardziej łączy się z tematem kotów, dlatego Pana Aleksandra też czasami będziecie mogli tu spotkać.

W chwili obecnej jestem w trakcie robienia kursu COAPE i niedługo będę dyplomowanym behawiorystą zwierzęcym.


A więc czytajcie, komentujcie i poddajcie konfrontacji – każdy z Nas się ciągle uczy, a razem możemy zdziałać więcej.

kot

kicikot blog o kotach