Kot jest dziki? Czyli jak oswoić kota- cz. 2

Oswajanie kota w domu

W poprzednim artykule zaczęłam temat jak oswoić kota. Dziś na przykładzie Teksasa, opowiem o tym jak można zwalczyć strach kota i jak wygląda oswajanie kota w domu.

Osobiście dzielę koci strach na dwie grupy, ze względu na zwalczanie:

 

  • pierwsza grupa to koty którym trzeba dać dużo spokoju, muszą one rozpoznać teren i dać czas żeby same do nas przyszły – jednym słowem trzeba być bardzo cierpliwym. Z takimi kotami jest o tyle łatwiej, że to one muszą wykonać pierwszy krok, aby dać nam znać że już możemy, w małym stopniu wkroczyć w ich przestrzeń osobistą i zacząć dawać się poznawać od dobrej strony. Takie zachowanie wykazują zazwyczaj te koty które, doznały stresu podczas zmiany miejsca, stresuje ich obecność innych ludzi niż tych do których są przyzwyczajone, są młode i nie mają jeszcze dużego bagażu doświadczeń, które mogły być ciężkie. O tej grupie kotów za chwilę.

 

  • druga grupa kotów jest troszkę cięższa w ułożeniu, ponieważ te koty to zazwyczaj zwierzęta które mają na koncie jakieś złe doświadczenia związane z ludźmi, przeszły traumę, albo wręcz przeciwnie – nigdy nie poznały człowieka. W każdym z tych przypadków sprawa nie jest prosta, dlatego że to jest trochę jak z ludźmi – o wiele łatwiej jest nauczyć kogoś zachowań od początku niż zmieniać jego dotychczasowe. Nie dość że musimy ich czegoś nauczyć to musimy jeszcze przekonać że nie warto jest zachowywać się tak jak do tej pory.

 

Oswajanie kota w domu – Teksas i jego historia

Teksas wkroczył do domu w którym były dwa koty.  Jak wiadomo koty to zwierzęta terytorialne więc ciężko jest tę przestrzeń oddać innemu sierściuchowi. Mimo to wykazał się pełną kulturą w stosunku do zastanych domowników. Nie syknął ani nie parchnął na żadnego z nich ani razu. Nie wykazał żadnego agresywnego zachowania. Na początku schował się do szafy na kilka dni i nie wyszedł. Słyszałam że korzystał z kuwety w nocy, widziałam że jadł ale generalnie jedyne co widziałam to świecące oczy na końcu szafy. Po tygodniu, kiedy traciłam nadzieję że kiedykolwiek wyjdzie z ukrycia, siedząc sobie wieczorem przed komputerem, zobaczyłam że mam trzeciego kota w domu. Stał w przedpokoju jakby nigdy nic i patrzył na mnie. Biorąc pod uwagę jego późniejsze zachowanie, stwierdzam że chyba najzwyczajniej w świecie znudziło mu się siedzenie w szafie, kiedy dwa koty biegały obok niego i bawiły się na całego. W głębi duszy jest zbyt zabawowym kotem żeby siedzieć w ukryciu i udawać obrażonego!
Wyszedł z ukrycia podczas zabawy i był zainteresowany fruwającym piórkiem więc dało mi to do zrozumienia że nie jest tym kotem którego da się wyciągnąć z ukrycia poprzez dawanie jedzenia, ale tym którego wyciągać z ukrycia należy poprzez zabawę.
PAMIĘTAJCIE – są dwie podstawowe zasady w oswajaniu kota w domu – JEDZENIE lub ZABAWA lub…. i jedno i drugie!

W początkowym okresie, nasza interakcja musiała opierać się tylko na zabawie laserem (chodzi tu o odległość pomiędzy mną a kotem), ponieważ Teksas, jak na prawdziwego arystokratę przystało, miał bardzo dużą przestrzeń życiową i każde moje zbliżanie się, kończyło się chowaniem do szafy. Dzięki możliwości obserwacji innych kotów, Teksas widział że nie robię zwierzakom nic złego więc i on pozwolił mi się trochę zbliżyć… Trochę, bo na początku była to odległość kilku metrów, ale powoli pokonywaliśmy strach coraz bardziej. W trakcie euforii i ganiania za laserem, zahaczałam czerwonym światełkiem coraz bardziej o swoje stopy, tak żeby był coraz bliżej mnie. Dystans powoli się zmniejszał. Później przeszliśmy do etapu w którym zaczął biegać za rzemykami na gumce zawieszonej o kijek. Przy tej zabawie odskakiwał za każdym razem kiedy coś go dotknęło – nie ważne czy to zabawka, czy mój palec, czy inny kot. Bał się dotyku! Później aby pokazać mu że dotyk nie jest czymś złym, zaczynałam go celowo dotykać kijkiem którym się bawił, w trakcie gonitwy, tak aby połączył przyjemność jakim była dla niego zabawa, z dotykiem, a raczej na odwrót, i przyzwyczajał się do tego.
Następnym etapem oswajania było wzięcie kijka i chodzenie z nim za Teksasem do czasu aż nie znudzi mu się uciekanie przede mną, aż nie wciśnie się w kąt a ja nie zacznę głaskać go kijkiem, który stał się nijako przedłużeniem mojej ręki, potem odłożenie kijka i głaskanie ręką. Na początku bieganie za kotem trwało około godziny, ale z czasem zmniejszyło się do pół minuty, aż w końcu przestał on ode mnie uciekać, a ja mogłam odłożyć kijek na bok. Pozostał indywidualnością do tej pory i można go głaskać jak wyrazi na to ochotę, ale nie jest to już dzikus! Teraz jest to kot wskakujący do łóżka z rana i domagający się porannego głaskania. Metoda na kijka jako przedłużenia ręki to bardzo dobry pomysł dla każdego kto ma u siebie dzikusa którego trzeba troszkę oswoić z człowiekiem.

Oswajanie kota w domu to bardzo długi temat. Wiem że rozpisałam się na zbyt wiele kartek i ciężko to zrozumieć, dlatego oto skrót – konkretny i bez sentymentów w tle:

Jeśli macie ‘dzikiego’ kota u siebie i zauważyliście że pozostawienie go samego sobie nie zdaje egzaminu, musicie zadać sobie pytanie – co na niego działa? Musicie znaleźć choć jedną rzecz dzięki której odpowiecie sobie na pytanie jak oswoić kota. Ta rzecz będzie Waszą kartą przetargową w negocjacjach z tym zwierzakiem – najczęściej jest to jedzenie albo zabawa, ale ile ludzi i kotów tyle pomysłów więc obserwujcie bacznie!

Jeśli znajdziecie tę jedną rzecz, wykorzystajcie ją do negocjacji.
Jeśli jest to zabawa to spróbujcie machać piórkiem tak długo aż kot wyjdzie z ukrycia.
Oswajanie kota w domu – pamiętajcie o podstawowych zasadach:
– musicie być cierpliwi, bo może zająć to wiele godzin.
– początkowo zachowajcie bardzo duży dystans z kotem, wybierzcie taką zabawkę która pozwoli Wam przebywać w dużej odległości od kota, ale pozwalała jednocześnie na dotarcie zabawki blisko zwierzaka np. laser.
– nie róbcie gwałtownych ruchów i na pewno nie rzucać się z rękoma na kota od razu kiedy tylko wyjdzie, bo to może spowodować że kot zrobi jeden krok do przodu i dwa do tyłu w swoim przyzwyczajaniu się do Was – dajcie mu czas.
– w późniejszym etapie nie traktować kota jak jajko – w końcu będzie z nami żył długo, a my mieszkamy w tej przestrzeni, słuchamy muzyki i odkurzamy więc dajmy mu poznawać nowe dźwięki praktycznie od początku (początek, tak jak mówiłam wcześniej, ma bardzo płynną i cienką granicę także uważajcie z tym)
– kot, tak samo jak pies, najlepiej uczy się na skojarzeniach – jeśli znajdziecie coś co z zasady sprawia zwierzakowi przyjemność, spróbujcie wkomponować w te przyjemną czynność coś, czego chcecie zwierzaka nauczyć
– nie zawsze pozostawienie kota samego sobie to dobry pomysł. Skoro nie wychodzi on z ukrycia od kilkunastu godzin i jest totalnie sparaliżowany, to nie dopuśćmy, aby ze strachu zsikał się pod siebie i umarł z głodu! Wyciągnijmy go, dajmy mu jeść, wsadźmy do kuwety – jest to zawsze jakiś początek naszej interakcji i skojarzenia CZŁOWIEK – JEDZENIE
– nie ganiajcie kota z kąta w kąt na siłę. Przy chodzeniu za nim, musicie robić to spokojnie, w opanowany sposób tak żeby kot nie stresował się niepotrzebnie.

I najważniejsza rzecz – w każdym swoim działaniu względem zarówno zwierząt jak i ludzi, pamiętajcie o odrobinie empatii! Każdą radę musicie traktować jako pomoc i dostosować ją do warunków i sytuacji jaką macie w domu! Obserwujcie i działajcie. Powodzenia!

Oto film który pokazuje końcowy etap oswajania Teksasa ‘na patyczek’, to jak mimo syczenia na mnie, dawał się pogłaskać, a później nawet mu się podobało:

jak nauczyć kota mieszkania w domu

You may also like

7 komentarzy

  1. Bardzo ciekawy blog. Podziwiam ludzi kochających zwierzęta. Miałabym jedną prośbę, jakbyś mogła napisać blog jak dogadać ze sobą koty, które ciągle walczą. Sama mam taki problem, 2 z moich kotów (3koty i pies) wciąż walczą, jeden wciąż atakuje (pozostałe zwierzaki mniej i bardziej dla zasady, a tego na serio) a drugi ucieka i się boi, jest zestresowany i nic nie pomogło a trwa to już około 3 lat!.

  2. Terytorializm u kotów to zazwyczaj bardzo duży problem. Niestety nie każde koty będą się uwielbiać:) Niedługo na pewno o tym napiszę. Proszę na początku spróbować umieścić w domu dodatkową kuwetę (nawet jeśli nie ma problemu załatwiania się poza nią), dołożyć dodatkowe miski do jedzenia – każdy kot powinien mieć swoją własną miskę i do wody i do jedzenia – i skoro problem występuje aż tak długo to zdecydowanie powinny znajdować się o pewnej odległości od siebie. To jest pierwsze co trzeba zrobić. O reszcie napiszę obszerniej w następnym poście.

    1. Jest, ale jeśli mamy z nim koegzystować i mieszkać pod jednym dachem to warto nauczyć się go słuchać i z nim ‘rozmawiać’ 🙂

  3. Bardzo ciekawy i informacyjny blog !

    Zaciekawił mnie Pani wpis dot. dzikiego kota bo właśnie jestem w takiej sytuacji.
    Blisko trzy tygodnie temu zabraliśmy, a wręcz porwaliśmy (bo kotka bardzooo się broniła) z działki w środku lasu kotkę (wnioskuję z budowy i zachowania) w wieku ok. 4.5 miesięcy.
    Kotka, z dużą rezerwą wchodziła do naszego domku i dała się karmić,
    ale wcześniej zbyt wiele wspólnego z ludźmi nie miała.

    Obecnie kotek jest w naszym mieszkaniu, z którym się całkowicie oswoiła.
    Przez pierwsze dwa dni siedziała na szafie, ale to normalne biorąc pod uwagę przebieg “przeprowadzki”. Po 2-3 dniach swobodnie przemieszczała się po mieszkaniu.
    Z jedzeniem, kuwetą, zabawą wędką i myszką,korkiem nie ma problemów.
    Ostatnio kotka, jak szykujemy się do snu, zaczęła wskakiwać na nasze łóżko i bawić się kołdrą jak “w śniegu”. Czasami nawet z nami uśnie, ale … jest jedno ale…
    Kotka nadal nie pozwala się dotknąć. Nie mogę nawet jej obejrzeć w poszukiwaniu kleszczy. Wizytę u weterynarza również odkładam. Póki co ją odrobaczyłam.
    Na szczęście wygląda zdrowo i o dziwo, nie ma pcheł.
    Z kotkiem staram się spędzać maksymalnie dużo czasu, na ile pozwala mi praca oczywiście. Siadam koło niej kiedy leży na fotelu.
    Staram się siadać blisko również kiedy daję jej karmę.
    Podaję jej smakołyki z ręki. Na początku syczała teraz już jest lepiej.
    Niestety po tym od razu się odsuwa. Często mruczy kiedy jestem koło niej. Nawet “barankuje”
    Ale na tym się nasze relacje kończą. Podczas zabawy próbowałam ją pogłaskać, także wędką od myszki tak jak Pani proponuje, ale kończyło się sykiem i ucieczką.
    Próbowałam wyrobić w niej nawyk (jak u psa) – 1 głaskanie =kawałek sera lub mięska, ale bez rezultatu. Kotka woli już nic nie dostać niż “narażać się”.
    Próbowałam kocimiętki na ręce, waleriany, feromonów do kontaktu. Nic to nie daje.
    Czytałam też o głaskaniu “na siłę”, ale wolałabym tego nie robić.
    Czy mogę liczyć na to, że ona w końcu sama zgłosi się po głaskanie ?

    Dodam, że nie mam innego zwierzęcia w domu. Zastanawiałam się nad “dokoceniem”, ale boję się, że efekt może być odwrotny od zamierzonego.
    Jeżeli nie jest to konieczne wolałabym póki co ograniczyć się do jednego kota.

    Będę wdzięczna za radę/opinię co zrobić z moim uparciuchem.

    1. Witam! Myślę że kotce trzeba dać czas. Jeśli ma ona około 4/5 miesięcy to praca z nią na 90% przyniesie oczekiwane efekty, bo jest to jeszcze młody, a więc ‘plastyczny’ kot. Na siłę nie ma co łapać, bo w Pani sytuacji, z tego co Pani mówi, kotka zrobiła już postępy w innych kwestiach – sama przychodzi i wtedy kiedy chce to potrafi byc blisko. Jedyny problem to taki, że zapewne jedyny moment w którym była dotykana przez człowieka to moment łapania, a więc niezbyt przyjemne dla niej doświadczenie. Najważniejsze żeby dać jej czas i regularnie bawić się z nią wędką. Moim zdaniem jest to najlepsze rozwiązanie dla takich kotów. Owszem – będzie syczeć i uciekać, ale to z czasem minie. Powoli zacznie się przełamywać i zobaczy że dotyk nie jest zły.
      Proszę więc codziennie, podczas zabawy dotykać ją końcówką wędki, mimo jej prychania, a z czasem powinniście się mocno przyzwyczaić do głaskania wtedy kiedy chce Pani i kiedy chce kot:) Ważne jest aby robić to codziennie, bo bez konsekwencji, regularności i cierpliwości nic się nie zdziała, a i zmienianie metod co chwile też nie jest dobre. Proszę dać znać jak poszło:)

      1. Droga Pani Kicikot 😉
        Minął blisko miesiąc od mojej wiadomości, a sytuacja uległa radykalnej zmianie – na plus. Kotka nie boi się już dotyku ani mojego ani mojego partnera. Stała się wręcz przytulakiem, i bardzo się z nami związała. Ociera się o nas, wskakuje na kanapę, kładzie na nas. Klasyczny kot kanapowy. Oczywiście wciąż uwielbia się bawić, za piłką tenisową goni jak pies 😉
        Sytuacja uległa zmianie po około 5 tygodniach od jej zabrania z działki czyli po około tygodniu od mojej wiadomości. Przez cały czasy poświęcaliśmy jej dużo czasu. Dotykałam kotkę patykiem od wędki, ale nie reagowała zbyt dobrze, chowała się pod kanapę, więc uznałam, że przy każdej możliwej okazji będę próbowała chociaż na chwilę ją dotknąć ręką. Taka zabawa “w berka” trwała około 5 dni aż udało mi się ją zaskoczyć jak spała pod stołem (tam czuła się najpewniej). I zaczęłam ją głaskać po plecach tak by od razu tego nie zauważyła. Po około 3 próbach zareagowała pozytywnie, zwłaszcza na drapanie. W pierwszej kolejności chciała uciec, ale ostatecznie kładła się i wystawiała do drapania. Było to dla niej na tyle nowe, że dostawała niebywałego kataru z euforii. Przez pierwszy tydzień pozwalała się głaskać “z zaskoczenia” tylko pod stołem, aż w końcu ośmieliła się całkowicie 🙂 Dziękuje za wszystkie rady. Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

15 + 9 =